Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

Wiolonczelistka

Nigdy nie grałam na żadnym instrumencie ( nerwy oczywiście pomijamy), ale jeśli kiedyś postanowię to zmienić, mój wybór padnie na WIOLONCZELĘ
Dużą, smukłą, dostojną i dumną...
Juz teraz zapuszczam włosy,
 będą opadały mi na twarz i sylwetkę
Będą wplątywać się w struny tworząc z nas jeden organizm
I zagramy muzyke mojej duszy
Piekną i szczęśliwą.








Będę babcią!

... kiedyś na pewno

dlatego już dziś poczyniłam plnay na przyszłość :

 Mając 60 lat, wieeelki tłusty tyłek, brzuch leżący na kolanach i obwisły cyc kupię sobie różowy skuter z chorągiewką, hełm zamiast kasku i będę śmigać po ulicach dobre 20 km/h łapiąc wiatr we włosy i muchy na zęby ( całe 3) o!

Nie zobrazuje Wam tego ilustracją czy tez fotografią, ale od czego jest wyobraźnia?
 Kreatywnego dnia Babci i dziadka życzę! 

A za rok o tej porze ...

Jesteśmy za półmetkiem.
Pierwszy dzień Świąt ma się ku końcowi.
Rozpięty pasek w spodniach przypomina o obżarstwie a oko nadal zerka w stronę tych migdałowych ciasteczek ...
Nie dobrze.
Dzieci wreszcie zasnęły, rozdrażnione nadmienią dawką cukru jaka krąży w ich organizmie. I nie sposób wytłumaczyć babci że kolejna czekoladka tu nie pomoże.
Rok  w rok to samo. Ale już ostatni.
Nie jest źle, oczywiście. Tort się właśnie zrobił, "Domowe Melodie" rozganiają ciszę, ale jest nie tak - nie po mojemu.
Ja wolę spokojniej, sentymentalniej, rodzinnej, leniwiej spędzać święta.
Zamiast męczącej krzątaniny po kuchni i siedzeniu przy suto zastawionym stole wolę ciepło kominka, zapach kawy, smak słodkiego wina, dzieci wtulone słuchające bajek, może jakiś film? i stoliczek nakryty smakołykami jak szwedzki stół do samodzielnego podkradania.
Ciepłe i wygodne piżamy, miękkie koce. Bliskość- taka serdeczna i bez pośpiechu. taka, której jak na razie brakuje na co dzień.

A za rok?
Za rok wigilie spędzimy gwarnie- bo to czas na spotkania z najbliższymi, dzielenie się opłatkiem, życzenia. To radosne rozmowy przy stole, niecierpliwe wiercenie się dzieci, śpiewanie kolęd, dobre wspomnienia, serdecznie uśmiechy, pyszne jedzenie.
U nas ( z tego co wiem dość nietypowo ) potrawą Wigilijną ( i to pierwszą!) jest kapuśniak z grzybkami i podsmażanymi ziemniakami.
Tradycję tą ustalił mój kochany dziadziuś, którego już niestety z nami nie ma. I tak zostało - jako symbol pamięci o Nim.
Zapewne już po godzinie każdy spróbuje te umowne 12 potraw, ale rozmowy utrzymają towarzystwo dużo, dużo dłużej przy stole.
Dzieciaczki po rozpakowaniu prezentów będą hasać radośnie aż trąc oczka same zdecydują że pora na całusa na dobranoc.
Gdy zasną, usiądziemy z lampką czerwonego wina i pomarzymy o tym co przyjdzie za rok.

Pierwszy dzień Świąt rozpocznie się późno i leniwie. Dzieci skacząc po łóżku będą rozdawać uściski na dzień dobry.
W piżamach i szlafrokach, miękkich kapciach i ze śpiochami w oczach będziemy sączyć mleko, kawkę, delektować się ciastami i owocami. Dzień będzie mijał powoli - będzie czas na odpoczynek po wczorajszej krzątaninie, czas na dłuuuugi spacer, grę z skrable, fajny film, układanie puzzli...i radość z każdej wspólnej chwili.
Będę miała chwilę na marzenia, szczyptę czasu na zrobienie zdjęcia bombki co nie przeżyła styczności z ciekawością, na poprawienie kokardy na stroiku i zapalenie wszystkich świec wokoło.

W drugi dzień świąt, po równie leniwym poranku, wyruszymy w trasę - odwiedzić tych, którzy sa dla nas ważni, tych, którym będziemy chcieli osobiście życzyć pomyślności.

Będzie dobrze- tak, jak powinno być . A pierwszy dzień po świętach przepełniony będzie uczuciem satysfakcji, spełnienia i samymi ciepłymi wspomnieniami.






marzenia...się spełniają! Nieuczesana Otulona w Omotanej :)

Pamiętacie jak jeszcze nie dawno napisałam list do Mikołaja?

Pisałam go nie dlatego, by kogoś prosić o sprezentowanie tego, czy tamtego ale aby powoli ukierunkowywać się na siebie, na własne potrzeby.
Ten blog jest swoistego rodzaju terapią dla mnie, pozwalającą mi odnaleźć siebie- tą którą zgubiłam dawno, dawno temu.

Ale Mikołaj jednak istnieje!
I prezenty przynosi nie tylko grzecznym dzieciom ;)

Mój prezent to odpowiedź osoby, która Tworzy cuda.
Plecie marzenia jak warkocze, potrafi namalować deszcz miłości i uszyć prawdziwie magiczne cuda.
I spełnia marzenia - tak z głebi serca, tak, by ucieszyć najbardziej.
Ale cóż się dziwić ?- ktoś o takim pseudonimie nie mógł by być inny!

Wczoraj, gdy zmęczenie przedświąteczne zagoniło mnie pod choinkę powylewać kilka smutków, wybiła godzina 23.
I stał się mój mały cud - zadzwonił telefon.
Nigdy! Nigdy, nie odbieram telefonów o tej porze od nieznajomych, ale cos mnie tknęło.
Wcisnęłam zieloną słuchawkę - Halo - usłyszałam - tu KURIER!

No i  przyszła do mnie zaczarowana paczka a w niej:
Przepiękna wełniana Omotana od Czary-Maryś!

Piękna, miękka, ciepła... same superlatywy
Dzień zaczyna się w niej równie rozkosznie, jak Go kończy.
Rewelacyjnie nosi się pod płaszczem w mrozy albo jako narzutkę w wiosenny dzionek ( w końcu takich tej Zimy nie brakowało)
Mnie nie gryzie- choć to wełenka stuprocentowa.


Dziękuję Ci kochana!
Omotana jest cudowna, super sie nosi! Zakochałam się!
Co więcej- ma wspinały WYSZCZUPLAJĄCY krój!
Chce więcej!
I to nie tylko ja!  ;)



Mój dom z oknami na zachód słońca

Marzenia to mój największy nałóg. Całymi dniami, wstając, myjąc zęby, jadąc autem, zasypiając.... cały czas marzę.
Jest nawet tak, że nie mogę skupić się na sprawach ważnych bo już cichaczem moje myśli przeciekają do strefy lekkoducha.
Taka jestem- taką być lubię.

Więc wrócę do tematu domu moich marzeń.
Bo buduję go szczegół po szczególe!

Okna.
Okien będę mieć dużo bo kocham światło! Uwielbiam stać przy nich i patrzeć na świat oddzielony ode mnie jedynie taflą (lub dwiema) szkła. Tak blisko, a jednak mogę się ukryć przed zimnem, deszczem, wiatrem. Oddzielić siebie od tego co czasem jest tak bliskie a czasem przerażają swą potęgą.

Okna salonu będą wychodzić na południe i w znacznej części na zachód.
Południe będzie wlewało tyle światła, ile tylko zmieści się w naszym domu.
A zachód... zachód będzie nas obdarowywać wielką płaszczyzną przepięknych spektakli świateł. Żadnych domów, lasów tylko potężna scena świata, pozwalająca usiąść przy oknie z kubkiem gorącej kawy i ...marzyć delektując się obrazami jakie zmaluje wieczór.



Ktoś kiedyś powiedział:
"poszerz swoje horyzonty, zburz dom sąsiadów" - ja nie miała bym serca. :)

Jest takie miejsce ...

Dziś miałam piękny dzień - usiany masą dobrych niespodzianek ( bo jednak uniknęłam tych stłuczek gdzie kierowcy radośnie wymuszali pierwszeństwo :) ).
Poranna podróż na zachód przywitała nas przepięknym zjawiskiem zetknięcia się frontów atmosferycznych, gdzie z pięknego słonecznego poranka wjechaliśmy w ścianę mgły.
Ciężkiej, miękkiej i tajemniczej.
Gdyby czas nas tak nie gonił zatrzymałabym auto i cieszyła się tym ciekawym widokiem. Niestety, ktoś na nas czekał.

Kolejne cudo ukazało się gdy  mgła wstawała odsłaniając wiatraki. Ich górne skrzydła przecinały chmury a dolne odbijały blask porannego słońca. Drzewa wyłaniały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niektóre z nich, zakryte chmurą wyglądały jakby ktoś uczynił je przeźroczystymi.
Uwielbiam! 

A właściwie miałam opowiedzieć o tym :

Jest takie miejsce, miasto, miasteczko, no- właściwie jego połowa, które kocham okrutnie.
Poprzecinane pięknymi, starymi, nasiąkniętymi czasem uliczkami.
Wypełnione małymi kafejkami w których chciała bym pic gorąca czekoladę otulona kocem i sklepikami malutkimi a tulącymi w swych ścianach masę skarbów stworzonych za pomocą rąk i wyobraźni.
Marzę, by mieć tam swoje miejsce- małe atelier: jasne, przytulne i pachnące kawą.
Jest jeszcze coś, co potęguje wrażenie zatrzymania w czasie. W tej mieścince kursują tramwaje- marzenie moich obu synów!
Ulice ponacinane torami/szynami ( nie koniecznie się na tym znam),wyłożone kocimi łbami mają w sobie tyle uroku! Widzieliście kiedyś jak cudownie ślizgają się promienie słońca po takich nawierzchniach?
Jeśli macie okazję - zatrzymajcie się, przyjrzyjcie- polecam :)

Kto zgadnie jakie to miasto? ( wtajemniczeni w moje miłości się nie liczą )
Z podróżny przywiozłam coś jeszcze- wiadro słoiczków :p




Czas zmian

Jestem jedną z radosnych posiadaczek niespokojnych dusz, poszukujących harmonii i szczęścia w sobie.
Od dłuższego czasu walczyłam z błędami jakie popełniłam. Teraz mówię STOP. Biorę za nie odpowiedzialność. Zbieram doświadczenia i próbuję zacząć od nowa.
Odstawiam na bok wspaniałą i dochodową pracę bo z pasji zaczęła się przeradzać w sprzedawanie duszy. Byłam nią tak pochłonięta ze nie miałam czasu na rozwój.
Mam dość odkładania na bok marzeń, rodziny, domu i siebie.
Kończę z tyraniem po to, by znaleźć wolny czas.
Bynajmniej staram się - a Wy będziecie świadkami tego, jak próbuję przeprogramować siebie na lepsze życie :)
Trzymajcie kciuki!

Wczoraj dzień utulił mnie wspaniałym zachodem słońca i pyszną kawką.
To dobry znak, nawet jeśli przyniósł dziś mgłę, ona też jest piękna- choć tak zupełnie inna.
Radości Wam życzę!